|

Recenzja: Sztuka może zabić

„KOMISARZ BONDYS 2: MĘCZENNICY NA PŁÓTNIE” – Hanna Szczukowska-Białys

KOMISARZ BONDYS 2: MĘCZENNICY NA PŁÓTNIE – Hanna Szczukowska-Białys

Bydgoszcz lat 90. ponownie staje się sceną makabrycznych zbrodni i tylko nieszablonowy śledczy, komisarz Marek Bondys, będzie w stanie poznać motywy i schwytać mordercę. Znajdowane co jakiś czas kolejne zwłoki, na pierwszy rzut oka nie mają ze sobą nic wspólnego. Łączy je jedynie sposób, w jaki ofiary zginęły. Przypatrujemy się żmudnej pracy policji, która musi odkryć co je łączy, a to dopiero początek trudnej drogi do złapania mordercy. Czytelnik jednocześnie ma możliwość poznać poszukiwanego kryminalistę, bo akcja jest także przedstawiana z jego punktu widzenia. Ten obraz jest zatrważający, a jednocześnie na jakimś poziomie budzący współczucie. W trakcie lektury rodzą się pytania, ile można poświęcić dla sztuki czy stworzenie dzieła doskonałego, które przyniesie nieśmiertelną sławę, zwalnia z moralności.

Męczennicy na płótnie, to kryminał z dobrze wymyślonym antagonistą, który budzi podskórny strach, że ktoś taki, niespełniony w swych marzeniach, może mieszkać blisko nas i tylko krok dzieli go od wprowadzenia swoich chorych fantazji w życie. Bardzo ciekawe jest też wplecenie w fabułę dzieł autentycznego malarza Wojciecha Weissa.

Drugi tom powieści Hanny Szczukowskiej-Białys rozwija postaci zaprezentowane w debiutanckich Robakach w ścianie, co autorce tylko po części się udaję. O ile postać Bondysa jest konsekwentnie charakteryzowana i rozwijana, to już członkowie jego zespołu wikłają się w niepotrzebne romanse, z których tak naprawdę nic nie wynika, a powtarzanie kilkukrotnie, naiwnych dylematów uczuciowych sierżant Beaty Pachniewicz niemiłosiernie spowalnia akcję i jest zwyczajnie irytujące. To niestety nie jest jedyny zarzut. Brakuję również głębszego osadzenia powieści w Bydgoszczy, zarówno tej współczesnej bohaterom, jak i tej z okresu PRL-u, co było jedną z mocnych stron poprzedniej książki. Akcja „Męczenników na płótnie” mogłaby się dziać w dowolnym mieście, a nawet wydaję się, że lokalizacje bardziej związane ze światem artystycznym, bardziej by tutaj pasowały.

Mimo elementów, które nie zagrały tak, jak powinny, powieść jest wciągająca i budzi w czytelniku chęć podążania za tokiem akcji. Największym jej plusem jest główny bohater, umiejący zaskarbić sobie sympatię czytelnika. W drugiej kolejności jest ciekawy pomysł na intrygę. Czekam na trzecie spotkanie z komisarzem Bondysem, mając nadzieję, że uda się poprawić zaistniałe błędy i dostaniemy do ręki mocną kryminalną opowieść, osadzoną w postindustrialnej Bydgoszczy, bo zarówno wykreowany protagonista, jak i miasto, w którym żyje, na pewno na to zasługują.

Recenzja powstała w ramach akcji recenzenckiej Wydawnictwa SQN.

tytuł: KOMISARZ BONDYS 2: MĘCZENNICY NA PŁÓTNIE

autor: Hanna Szczukowska-Białys

wydawnictwo: Sine Qua Non

Kraków 2024

stron: 512

oprawa: broszurowa

ISBN 978-83-8330-163-1

Podobne wpisy

  • |

    Recenzja: Lekko, przyjemnie i pieprznie

    „MISTRZ” – Katarzyna Michalak

    MISTRZ – Katarzyna Michalak

    Raul de Luca to gangster nad gangsterami, zabójczo przystojny i tak samo skuteczny. Każda kobieta, która stanie na jego drodze, najchętniej od razu oddałaby się mu w najbardziej perwersyjny sposób. Tak właśnie „biedny” Raul działa na płeć przeciwną. Należy pamiętać, że mimo tych niewątpliwych „zalet” to bezwzględny przestępca, handlarz bronią i narkotykami, dla którego cel uświęca środki. Nie cofnie się przed morderstwem czy porwaniem, a wszystkie te straszne czyny popełni z nienaganną fryzurą i tajemniczym uśmiechem na ustach. Właśnie finalizuje największą w historii transakcję, nad którą pracował przez dekadę i która zapewni mu niebotyczne profity, tak duże, by wycofać się z branży i wieść uczciwe życie. Jednak czy to jego prawdziwa twarz i prawdziwy cel? .

    Powieść stanowi połączenie lekkiej opowieści sensacyjnej z romansem i – co może trochę dziwić – z erotykiem odrobinę bardziej śmiałym niż przeciętny pamiętnik napalonej nastolatki. Wszyscy na około „bzykają się” ze sobą, w każdej możliwej chwili i konfiguracji. Nie, z tymi konfiguracjami to trochę przesadziłem, jest raczej klasycznie. Opisy tych cielesnych zabaw bywają czasami monotonne i zbytnio się od siebie nie odróżniają. Nie jest to do końca zarzut, taką autorka przyjęła konwencję. Stara się nie przekraczać granicy przyzwoitości, choć potrafi (za rzadko niestety) być też bardziej dosadna. Jednak nie mamy tutaj do czynienia z książką pornograficzną. Zatem, jeśli ktoś nastawia się na skandalizujące, pikantne, ociekające wilgocią sceny, może być rozczarowany. To nie jest tego typu powieść. Chyba, że jest się niewinną dziewicą, jak jedna z bohaterek, wtedy można oblać się rumieńcem.

    Większa część akcji toczy się na egzotycznym Cyprze, w przepięknej rezydencji VillaRosa, głównej siedzibie i bazie operacyjnej kryminalisty. Nie brakuje tam ekstrawaganckich jachtów, wyszukanych wnętrz i luksusu, w który opływa codzienna egzystencja kogoś takiego jak Raul de Luca. Obok niego na główną bohaterkę dramatu wyrasta piękna i niewinna (choć niepozbawiona kosmatych fantazji) branka z Polski, Sonia. Dziewczę znalazło się przypadkowo w nieodpowiednim miejscu i nieodpowiednim czasie. Uprowadzona i postrzelona przez gangsterów młoda kobieta wkrótce zaczyna wykazywać objawy syndromu sztokholmskiego – nieracjonalną sympatię, a nawet miłość, do swoich porywaczy, pomieszaną z obawą o swoje życie i chęcią ucieczki. Niczym bajkowa księżniczka zamknięta w zamkowej wieży, czeka na kochanka, który ją wyzwoli z więzienia murów VillaRosy i uwolni z objęć dziewiczej niewinności, która w świecie wyuzdania i rozwiązłości jest co nieco passé. Dużą część tekstu stanowią wewnętrzne rozważania dzierlatki, z typu tych „chciałabym, ale się boję, albo nie mogę”. Nie jest to wbrew pozorom irytujące, ale trochę wydłuża czekanie na rozwój akcji.

    Parę słów należy się także tytułowi i jego interpretacji. Sprawa wydaje się oczywista. Nasz naczelny gangster to mistrz w swoim fachu, as zbrodni i przekrętu, genialny manipulator. Jest też oczywiście genialnym kochankiem, i jak już było napisane, jego uroda powoduje drżenie nóg wszystkich obecnych w okolicy kobiet. Jednak w kontekście zakończenia, tytuł nabiera też innego znaczenia, mniej jednoznacznego. Oczywiście nie mogę tegoż zakończenia zdradzić w recenzji. Głównym targetem opowieści niewątpliwie są kobiety spragnione tajemniczych kochanków, przystojnych i szarmanckich niczym książęta z bajki, ale jednocześnie brutalnych i nieprzewidywalnych. Nie od dziś wiadomo, że kobiety często czują irracjonalny pociąg do niegrzecznych chłopców. Język powieści jest prosty i przejrzysty, co pozwala na bezbolesne przyswojenie treści. Jest lekko i przyjemnie, a miejscami trochę pieprznie. Na długie i nudne zimowe wieczory lub podróż pociągiem – w sam raz!

    tytuł: MISTRZ

    autor: Katarzyna Michalak

    wydawnictwo: Filia

    Poznań 2013

    stron: 312

    oprawa: broszurowa

    ISBN 978-83-63622-05-3

  • |

    Recenzja: Wędrówka pośród popiołów cywilizacji

    „DROGA” – Cormac McCarthy

    DROGA – Cormac McCarthy

    Temat postapokaliptycznego świata został już przedstawiony na multum sposobów w literaturze, kinie, komiksie, grach komputerowych. Wydawałoby się, że z tak wyeksploatowanego złoża nie da się już wydobyć żadnej nowej jakości. A jednak Cormacowi McCarthy’emu ta sztuka się udała. Nie dość, że z ogranych schematów stworzył wciągającą, wielowymiarową opowieść, to jeszcze zdobył za nią jak najbardziej zasłużony laur – Nagrodę Pulitzera.

    Sukces amerykańskiego pisarza tkwi w podejściu do tematu. Jakże oryginalnym i nieszablonowym prowadzeniu fabuły. Autor nie skupia się – jak wielu jego poprzedników – na przyczynach zagłady znanego nam świata. Czytelnik może jedynie z kontekstu domyślać się co spotkało naszą cywilizację, jaki kataklizm nastał i przez co lub kogo spowodowany. Obrazy wypalonej ziemi, przysypanych popiołem resztek ludzkości, martwej roślinności robią przejmujące wrażenie. Czy stało się tak na skutek wojny nuklearnej, jakiejś kosmicznej katastrofy, czy też innej tragedii – tego się nie dowiadujemy. Wiedza ta nie jest nam tak naprawdę potrzebna. W centrum uwagi McCarthy’ego są bowiem ludzie. Nieliczni przedstawiciele upadłego gatunku, błąkający się po pustkowiu w poszukiwaniu jedzenia i odkupienia, a czasami śmierci. Część z nich uległa zezwierzęceniu. Mordując się nawzajem i zjadając próbują jakoś przetrwać. Kanibalizm jest powszedni. Głód jest w stanie wymusić najbardziej karygodne działania. Obraz upieczonego nad ogniskiem dziecka, które przed momentem wyszło na świat z łona matki, robi wstrząsające wrażenie i chyba najbardziej definiuje okrucieństwo tego nowego świata.

    Właśnie po drogach takiego piekła, gdzie każdy napotkany człowiek może stać się śmiertelnym zagrożeniem, podróżuje bezimienny ojciec z bezimiennym kilkuletnim synem. Mężczyzna stara się ze wszystkich sił zapewnić możliwie znośną egzystencje dziecku. W zgliszczach osiedli ludzkich szuka jedzenia i czystej wody, ubrań, wszystkiego co niezbędne. Próbuje jak to tylko możliwe chronić malca przed okrucieństwami świata. Jednak – jak sam zdaje sobie z tego sprawę – jest to nierealne, a zło sięgnie swym pazurem każdego, nawet jeśli jest może ostatnią niewinną istotą na planecie.

    Niewielkich rozmiarów powieść, pisaną charakterystycznym dla autora językiem, pozbawionym wyszczególnionych partii dialogowych i o bardzo oszczędnym stylu, pochłania się błyskawicznie. Ta zamierzona prostota sprawia, że w niektórych partiach proza nabiera cech wysublimowanej poezji. Fabularnie w sumie nie dzieje się dużo. Natomiast klimat osamotnienia i rezygnacji jest ciężki, przytłaczający i wszechobecny. Pomimo tego błyszczy gdzieś na horyzoncie nikłe światełko nadziej. Może jest jeszcze szansa dla ludzkości, a główni bohaterowie nie są ostatnimi prawymi ludźmi jacy pozostali na spalonej Ziemi.

    tytuł: DROGA

    tytuł oryginału: The Road

    autor: Cormac McCarthy

    wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

    Kraków 2010

    stron: 268

    oprawa: twarda

    ISBN 978-83-08-04484-1

  • |

    Recenzja: Pustynna planeta

    „KRONIKI DIUNY 1: DIUNA” – Frank Herbert

    KRONIKI DIUNY 1: DIUNA – Frank Herbert

    Wyobraźmy sobie planetę pokrytą w całości piaskami pustyni, gdzie każda kropla wody jest na wagę złota. Człowiek w takim klimacie ma bardzo ciężkie życie. Skazany na nieustanną walkę o przetrwanie musi wykształcić w sobie odruchy niewyobrażalne dla ludzi, którzy nigdy, w takim stopniu, nie zostali pozbawieni życiodajnego płynu. Takimi właśnie ludźmi są mieszkańcy Arrakis, koczownicy zwący siebie Fremenami. Przez stulecia wypracowali rygorystyczny kodeks oszczędzania wilgoci, stworzyli technologie pozwalającą pozyskiwać wodę ze wszystkiego co jest pod ręką. Ich odzienie – filtraki – to podręczna maszyneria do odzyskiwania wilgoci wydalanej przez ciało, w pocie, oddechu, odchodach. Gromadzona w specjalnych kieszeniach łownych może być od razu pita, dzięki zamontowanym rurkom. Fremeńscy zmarli, oraz polegli wrogowie, automatycznie zostają przerobieni na wodę. Ich wilgoć należy się plemieniu. Trudy życia na Arrakis uczyniły z mieszkańców pustyni niedościgłych wojowników, którym w walce nie potrafi sprostać żadna siła we wszechświecie.

    Diuna, bo tak potocznie nazywa się tę planetę, jest niezwykle istotna pod względem gospodarczym. Tylko tutaj występuje melanż, przyprawa o narkotycznych właściwościach, wydłużająca życie i umożliwiająca między innymi ponadwymiarowe podróże kosmiczne. Ród, który panuje na Arrakis zyskując kontrolę nad wydobyciem jest niezwykle potężny, a jego zdanie i interesy liczą się w całym Imperium. Powstawanie przyprawy związane jest bezpośrednio z cyklem życiowym ogromnych czerwi – zamieszkujących pustynię, siejących strach lewiatanów. Istoty te niczym ogromne robaki żyją pod piaskiem i niszczą wszystko co wydaje odgłosy inne od naturalnych dźwięków pustyni. Wydobycie melanżu wiąże się z nieustannym zagrożeniem z ich strony. Fremeni zwą czerwia Stworzycielem, Szej-huludem. Jest dla nich pierwotną siłą natury, niemal bóstwem i czymś jeszcze bardziej praktycznym.

    Akcja powieści zaczyna się na Kaladanie. Nastoletni Paul, następca księcia Leto Atrydy, zostaje poddany próbie Gom Dżabbar przez Matkę Wielebną Bene Gesserit Gaius Helenę Mohiam. Ta bolesna próba ma zaświadczyć o jego człowieczeństwie, a tak naprawdę jest testem powodzenia wielopokoleniowego eugenicznego planu zakonu. Istnieje możliwość, że dziecko jest wyczekiwanym Kwisatz Haderach – męskim Bene Gesserit. Z rozkazu Imperatora Szaddama IV Atrydzi otrzymują Diunę jako lenno w miejsce swoich odwiecznych wrogów Harkonnenów. Książę Leto wraz z konkubiną Lady Jassiką – matką Paula – czarownicą Bene Gesserit, synem i dworem przeprowadzają się do Arrakin, stolicy pustynnej planety. Zmiana władzy jest podstępnym sposobem na zniszczenie rodu Atrydów. Spisek uknuty przez Barona Vladimira Harkonnena z tajnym udziałem samego Imperatora wkrótce zbierze swe żniwo. W ataku Harkonnenów wspieranych przez imperialnych Sardaukarów, Atrydzi ponoszą klęskę. W wyniku wewnętrznej zdrady książę Leto ginie. Brzemienna Lady Jessika i Paul uciekają na pustynię. Trafiają w ręce Fremenów pod przywództwem charyzmatycznego Stilgara. Koczownicze plemię uważa, że chłopak jest oczekiwanym od pokoleń mesjaszem, mającym poprowadzić ich ku świetlanej przyszłości, wyzwolić spod jarzma Harkonnenów i zmienić oblicze planety. Ludzie pustyni marzą o Arrakis, jako miejscu gdzie wody jest pod dostatkiem. Proces terraformingu już się w sekrecie rozpoczął. Paul przyjmuje imię Muad’Dib i powoli staje się mężczyzną. Dawne proroctwa zaczynają się ziszczać.

    Frank Herbert stworzył dzieło totalne. Świat, o którym czytamy, został wykreowany w najdrobniejszych szczegółach. Obserwujemy pełną intryg politycznych batalię mogącą zmienić zarówno życie bohaterów, jak i całego wszechświata. Pełno tutaj religijnych odniesień: do chrześcijaństwa, islamu i innych wierzeń. Pisarz ubiera ponadczasowy i interkulturalny mit o mesjaszu w kostium space opery i powieści fantazy. Ogrom przedstawionego świata poraża, a to przecież dopiero początek sagi. Mistrzowska klasyka, która wyznaczyła trendy w fantastyce i nigdy się nie zestarzeje.

    Kilka słów pochwały należy się również wydawnictwu Rebis, za wzorową, kolekcjonerską edycję. Twarda, obita płótnem okładka ze złoconym emblematem, plus elegancka obwoluta ozdobiona świetną grafiką Wojciecha Siudmaka, daje posmak obcowania z wielkim dziełem, którym niewątpliwie jest powieść Herberta. Ilustracje Siudmaka znajdują się również w środku książki. Doskonałe, porażające rozmachem ołówkowe szkice artysty ogląda się z prawdziwą satysfakcją i podziwem dla jego kunsztu. Owych ilustracji chciałoby się zaznać jeszcze więcej. W tekście ze świecą szukać wpadek edytorskich, literówek, złego łamania itp., co bardzo dobrze świadczy o podejściu edytora do czytelnika. Genialna proza zyskała godną siebie oprawę.

    tytuł: KRONIKI DIUNY 1: DIUNA

    tytuł oryginału: Dune

    autor: Frank Herbert

    wydawnictwo: Rebis

    Poznań 2007

    stron: 672

    oprawa: twarda z obwolutą

    ISBN 978-83-7301-723-8

  • |

    Recenzja: Wilkołak w gotyckiej scenerii

    „WILKOŁAK” – Joe Johnston

    Wilkołak - plakat

    Likantropia (wilczy obłęd) od wieków fascynowała i napawała grozą. Dawniej powszechnie wierzono, że niektórzy ludzie przy pełni Księżyca posiadają zdolność przemiany w wilka. Działo się tak najczęściej na skutek klątwy, lub pokąsania przez innego przeklętego. Monstrum siało śmierć i zniszczenie, niesłychanie odporne i nieczułe na rany zadawane zwykłą bronią. Tylko oręż wykonany ze srebra mógł zniszczyć bestię. Według jednej z legend – ocaleniem dla dotkniętego wilkołactwem była miłość.

    Wilkołak pojawia się w kulturze od bardzo dawna. Rozgościł się na dobre w świecie literatury i kina. Obraz Joe’a Johnstona jest remake’m filmu z 1941 roku „The Wolf Man” w reżyserii George’a Waggnera. Twórcy zrezygnowali z panującej obecnie mody na przedstawianie postaci z filmów grozy na modłę telewizyjnych seriali dla nastolatków. „Wilkołak” jest swoistym powrotem do korzeni gatunku. Otrzymujemy brutalny, mroczny film, o gęstym klimacie żywcem przeniesionym z gotyckich opowieści. Lawrence Talbot (Benicio Del Toro) święci triumfy na scenach teatralnych Stanów Zjednoczonych. Na wieść o tajemniczym zaginięciu brata powraca po latach do rodzinnej posiadłości w wiktoriańskiej Wielkiej Brytanii. Okazuje się, że przybył za późno. Ciało brata odnaleziono rozszarpane przez nieznaną bestię. Lawrence wspierany przez narzeczoną ofiary (Emily Blunt) postanawia dociec, co naprawdę się stało. Próbuje także poprawić relacje z sędziwym ojcem (Anthony Hopkins), nadszarpnięte samobójczą śmiercią matki. Wkrótce sam cudem uchodzi cało z masakry, jaką monstrum urządza w obozie Cyganów. Ranny zadane przez potwora goją się nad wyraz szybko. Do rozwiązania zagadki krwawych mordów Scotland Yard wyznacza Inspektora Abberline’a (Hugo Weaving), który swego czasu prowadził sprawę grasującego po Londynie Kuby Rozpruwacza. Tymczasem zbliża się nieuchronnie kolejna pełnia Księżyca…

    Efekty specjalne, jak i cały film, nawiązują do klasycznych wzorców. Przemiana człowieka w wilka nie następuje błyskawicznie, jak za dotknięciem czarodziejskiej różyczki, lecz trwa etapami, podczas których jesteśmy świadkami bolesnej i krwawej transformacji. Realizatorzy serwują nam klimatyczne widoki dziewiętnastowiecznego Londynu i efektowne, dynamiczne pościgi jego uliczkami i na szczytach dachów. Standardowa już dziś jakość komputerowych renderingów użyta jest ze smakiem i bez zbytniej, niepotrzebnej przesady. Także aktorsko film stoi na najwyższym poziomi kina rozrywkowego. Bryluje tutaj zwłaszcza Anthony Hopkins, którego gra jest na tyle sugestywna, że bez najmniejszego problemu jesteśmy w stanie uwierzyć w realność jego kreacji i grozę, którą epatuje. Również Benicio Del Toro staje na wysokości zadania. Lawrence w jego wykonaniu, to człowiek z krwi i kości, targany wewnętrznymi rozterkami i psychozami, a jednocześnie charyzmatyczny i dzielny. Wszystko to razem wzięte daje nowoczesny, klimatyczny film grozy, czerpiący garściami z klasyki kina.

    tytuł: WILKOŁAK
    tytuł oryginału: The Wolfman
    reżyseria: Joe Johnston
    scenariusz: Andrew Kevin Walker, David Self
    zdjęcia: Shelly Johnson
    montaż: Walter Murch, Dennis Virkler, Mark Goldblatt
    muzyka: Danny Elfman
    scenografia: Rick Heinrichs
    kostiumy: Milena Canonero, Allison Wyldeck
    produkcja: Sean Daniel, Benicio Del Toro, Scott Stuber, Rick Yorn
    obsada: Benicio Del Toro, Emily Blunt, Anthony Hopkins, Hugo Weaving, Geraldine Chaplin, Simon Merrells, Gemma Whelan, Cristina Contes, Art Malik, Nicholas Day, Michael Cronin
    rok produkcji: 2009
    kraj: Wielka Brytania, USA
    czas: 102 min.

  • |

    Recenzja: Argo twoja mać!

    „OPERACJA ARGO” – Ben Affleck

     Operacja Argo - plakat

    Iran, państwo będące bezpośrednim spadkobiercą starożytnego Imperium Perskiego, jak większość krajów Bliskiego Wschodu bogate w ropę naftową i pełne napięć na tle religijnym i obyczajowym. Od 1941 roku władzę sprawuje szach Mohammad Reza Pahlawi, nowoczesny przywódca, który wprowadza równe prawa dla kobiet i dopuszcza do głosu przedstawicieli mniejszości religijnych. Utrzymuje dobre stosunki ze Stanami Zjednoczonymi i większością państw zachodnich, które niejednokrotnie pomagają mu w przezwyciężaniu wewnętrznych konfliktów. Jednakże w Iranie kwitnie korupcja a brutalność tajnej policji (SAVAK) przekracza wszelkie granice. Ruchy opozycyjne związane z islamskimi fundamentalistycznymi przywódcami (tu prym wiedzie Ajatollah Chomeini) co chwilę i coraz mocniej dają o sobie znać. Przez kraj przetaczają się kolejne fale protestów i zamieszek. Pahlawi próbuje ograniczać dominującą rolę islamu, odwołując się do spuścizny cywilizacji perskiej. Reformy te zostają zanegowane przez religijne społeczeństwo, które coraz dobitniej domaga się powrotu do szyickich zasad życia. Despotyczny styl rządów, narastające kłopoty ekonomiczne i co za tym idzie wzrost bezrobocia, przekładają się na zaostrzenie protestów, które kulminację osiągają w Teheranie we wrześniu 1978 roku. Dochodzi do coraz częstszych strać demonstrantów z wojskiem. W styczniu następnego roku chory na nowotwór szach ucieka z kraju i otrzymuje azyl w USA. Ajatollah Chomeini przejmuje władzę. Iran zostaje republiką islamską rządzoną odtąd według surowych reguł szariatu.

    Życie w Iranie w czasie rewolucji doskonale pokazuje autobiograficzny komiks „Persepolis” Marjane Satrapi i dokonana przez autorkę wespół z Vincentem Paronnaudem, wielokrotnie nagradzana, animowana ekranizacja z 2007 roku.

    „Operacja Argo” opowiada zupełnie inną historię, rozgrywającą się na tle tych wydarzeń. 4 listopada 1979 roku islamscy bojownicy dokonują szturmu na amerykańską ambasadę w Teheranie, biorąc za zakładników pięćdziesięciu dwóch pracowników placówki. W panującym chaosie szóstce Amerykanów udaję się uciec i przedrzeć do kanadyjskiej ambasady, gdzie znajdują tymczasowe schronienie. CIA błyskawicznie musi zmontować akcję umożliwiającą im bezpieczne wydostanie z wrogiego kraju. Czas działa na ich niekorzyść, istnieje realne zagrożenie, że uciekinierzy mogą zostać w każdej chwili zdemaskowani. Grozi im aresztowanie i z dużym prawdopodobieństwem rychła egzekucja. Tony Mendez, specjalista od eksfiltracji, wpada na wydawałoby się niedorzeczny i mający nikłe szanse powodzenie pomysł. Szalona koncepcja zakłada wydostanie szóstki zbiegów pod przykrywką poszukiwania plenerów do fikcyjnego filmu science fiction klasy B. Amerykanie mają udawać kanadyjską ekipę filmową. Mendez z trudem przeforsowuje swój pomysł i wespół z zaprzyjaźnionymi twórcami z Hollywood przygotowuje operację. Czy ten plan, żywcem wyjęty z kiepskiego sensacyjnego scenariusza, może się powieść?

    Film jest ekranizacją opartej na faktach książki „Operacja Argo. Jedna z najbardziej brawurowych akcji ratunkowych w historii CIA i Hollywood” (Argo: How the CIA and Hollywood Pulled Off the Most Audacious Rescue in History) autorstwa głównego bohatera wydarzeń Tony’ego Mendeza i dziennikarza Matta Baglio. Za przeprowadzenie tej nieprawdopodobnej akcji agent Mendez otrzymał jedno z najwyższych odznaczeń tajnych służb – Intelligence Star of Walor.

    Obraz w reżyserii Bena Afflecka zebrał mnóstwo nagród, w tym te najważniejsze: 3 Oscary (najlepszy film, scenariusz adaptowany i montaż), 2 Złote Globy (najlepszy film i reżyser) i 3 BAFTA (najlepszy film, reżyser i montaż). Świetnie zrealizowany, trzymający w napięciu film, z rewelacyjnym drugim planem aktorskim, jest świetną rozrywką a jednocześnie porusza ważną geopolityczną tematykę, wciąż aktualną mimo, że akcja toczy się przed trzydziestu laty. Affleck udowadnia po raz kolejny, że jest bardzo sprawnym reżyserem, który znalazł swój rozpoznawalny styl i odnajduje się doskonale po drugiej stronie kamery. Aktorsko, w roli Tony’ego Mendeza, spisuje się nieźle, tworząc obraz trochę stereotypowego w codziennym życiu agenta – świetnego profesjonalisty, który sukcesy zawodowe odpokutowuje osobistymi porażkami. Docenienie „Operacji Argo” jest ze wszech miar słuszne. Może nie jest to arcydzieło kinematografii, ale też do tego miana nie pretenduje. Oprócz sensacyjnej akcji mamy tutaj także bezkompromisową satyrę, a nawet kpinę z Hollywoodu. Alan Arkin, gra Lestera Siegela (postać fikcyjna), producenta z Fabryki Snów, który godzi się przygotować produkcję nieprawdziwego filmu. Zostają stworzone storyboardy, przeprowadzone castingi, rusza także akcja promocyjna z plakatami, przyjęciami i wywiadami. W swoim podejściu do życia i zawodu, Siegel, obnaża wady i zalety twórców filmowych: ich megalomanie, wyrachowanie, ale także humor oraz swoisty dystans do samego siebie. Natomiast kreowany przez fenomenalnego Johna Goodman, autentyczny mistrz charakteryzacji John Chambers (pracował m.in. przy „Star Treku”, „Planecie małp” i „Łowcy Androidów”) to jowialny jegomość, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. Jego powiedzenie – Argo twoja mać! (Argo fuck yourself!) – doskonale może służyć za podsumowanie filmu i niewiarygodnej akcji, która wydarzyła się naprawdę.

    tytuł: OPERACJA ARGO
    tytuł oryginału: Argo
    reżyseria: Ben Affleck
    scenariusz: Chris Terrio
    zdjęcia: Rodrigo Prieto
    montaż: William Goldenberg
    muzyka: Alexandre Desplat
    scenografia: Sharon Seymour
    kostiumy: Jacqueline West, Jeeda Barford, Pamela Wise
    produkcja: Ben Affleck, George Clooney, Grant Heslov
    obsada: Ben Affleck, Bryan Cranston, Alan Arkin, John Goodman, Victor Garber, Tate Donovan, Clea DuVall, Scoot McNairy, Rory Cochrane, Christopher Denham, Kerry Bishé, Kyle Chandler, Chris Messina, Zeljko Ivanek, Titus Welliver, Keith Szarabajka
    rok produkcji: 2012
    kraj: USA
    czas: 120 min.

  • |

    Recenzja: Groteskowa baśń o przemocy

    „DUŻE ZŁE WILKI” – Aharon Keshales, Navot Papushado

    Duże złe wilki - plakat

    Czy przemoc może stać się skutecznym narzędziem w walce z inną przemocą? Kiedy przestępca staje się ofiarą sprawiedliwości? I co się stanie, kiedy sympatia widza, niebezpiecznie opowie się po stronie zwyrodnialca? A jak świadczy o odbiorcy fakt, że będąc świadkiem tragedii, co chwila wybucha śmiechem? Izraelski dramat, będący jednocześnie swoistą czarną komedią, dostarcza mocnych wrażeń i porusza problemy, których nie da się jednoznacznie ocenić w moralnym kontekście dobra i zła.

    Podczas zabawy w chowanego zostaje uprowadzona nastoletnia dziewczynka. Izraelska policja szybko wpada na ślad podejrzanego, jednak nie jest w stanie udowodnić mu winy. Detektyw Micki (Lior Ashkenazi), podczas nieformalnego przesłuchania, próbuje siłą wydobyć przyznanie się do winy i miejsce przetrzymywania dziecka. Niestety bez skutku. Podejrzany, skromny i nieśmiały nauczyciel Dror (Rotem Keinan), zostaje wypuszczony na wolność. Wkrótce potem śledczy odnajdują porzucone ciało dziewczynki. Zwyrodnialec odciął jej głowę, która nie zostaje odnaleziona, a przedtem odurzoną wykorzystał seksualnie i torturował. Micki zostaje odsunięty od śledztwa i tymczasowo pozbawiony odznaki. Jednocześnie jego przełożony, Tsvika (Dvir Benedek), daje mu przyzwolenie na wszczęcie prywatnego dochodzenia. Pewny, że pedofilem jest Dror, postanawia za wszelką cenę udowodnić jego winę. Nie cofnie się nawet przed zastraszeniem. I tutaj na scenę wkracza Gidi (Tzahi Grad), zrozpaczony ojciec zamordowanego dziecka, który pragnie odnaleźć głowę córki i wywrzeć śmiertelną zemstę na jej oprawcy. Policjant i nauczyciel trafiają do piwnicy Gidiego, w położonym na odludziu domu, gdzie ma się rozegrać krwawy dramat.

    Przez cały czas widzowie nie wiedzą, czy pojmany i torturowany nauczyciel jest faktycznie sprawcą zbrodni. Mało tego, nieludzkie traktowanie Drora i jego zapewnienia o niewinności, każą stanąć raczej po jego stronie. Tej pewności nie mają także kaci, choć wydaje się, że fakt ten wcale im nie przeszkadza. Zwłaszcza ojciec zdaje się czerpać sadystyczną satysfakcję z zadawanych cierpień, a strata córki schodzi na dalszy plan. Twórcy nie szczędzą widoku wyłamywanych placów, zrywanych paznokci i przypalania palnikiem spawalniczym. Jednocześnie film pełen jest czarnego jak smoła, ale niebywale śmiesznego humoru sprawiającego, iż mimo poważnej tematyki, Duże złe wilki mają znamiona groteskowej komedii. Przykładowo, jednym z najzabawniejszych momentów jest epizodyczne pojawienie się Araba, któremu żona zabrania palić. Powoduje to pewne odrealnienie historii, przedstawienie jej jako swoistej mrocznej baśni, niesłużącej jednakowoż umoralnieniu. Konwencją baśni posługuje się też Gidi, opowiadający przywiązanemu do krzesła Drorowi o jego winach i przewidywanej za nie karze. Obserwowane wydarzenia skłaniają do gorzkiej i niełatwej refleksji o granicę akceptowanej przemocy, która mimo pozornego uzasadnienia i kontekstu mniejszego zła, zdaje się być równie bestialska, jak zbrodnia do niej prowadząca. Natomiast widz, zmierzyć się musi z własną moralnością i niezależnie od wybranej strony konfliktu, będzie to starcie, z którego wyjść zwycięsko niepodobna.

    Kreacje aktorskie i realizacja stoją na bardzo wysokim poziomie. Role nie są przeszarżowane, zagrane z klasą i pełne niuansów, a jednocześnie zdystansowane do bohaterów i wydarzeń. Kameralne sceny rozgrywające się w piwnicy sprawdzić by się mogły doskonale na scenie teatru. Zdjęcia, poprzez niestandardowe kadrowanie i kąty ustawienia kamery, budują odpowiedni nastrój; kiedy trzeba są spokojne, innym razem dynamiczne. Muzyka doskonale współgra z obrazem, obecna ale nie wysuwająca się na pierwszy plan. NAJLEPSZY FILM 2013 ROKU WG QUENTINA TARANTINO – reklamowy slogan, w tym akurat przypadku, nie jest czystym marketingowym chwytem. Izraelski obraz dużo zawdzięcza estetyce kina twórcy Pulp Fiction i Django, choć chyba stylistycznie najbliżej mu do Wściekłych psów. Nie liczmy jednak na intertekstualność i postmodernistyczną zabawę kinem taką, jak u amerykańskiego twórcy – tego tutaj nie ma, bo mimo oczywistych analogi, estetyka filmu jest odmienna. Tematycznie, ale nie formalnie, Duże złe wilki zbliżone są do Labiryntu Denisa Villeneuve, gdzie Hugh Jackman tworzył kreacje ojca bezkompromisowo walczącego o odzyskanie uprowadzonej córki, oraz do duńskiego Polowania Thomasa Vinterberga z Madsem Mikkelsenem w roli małomiasteczkowego pracownika przedszkola podejrzewanego o pedofilie. Jednakże obraz Aharona Keshalesa i Navota Papushado, to w tej tematyce zupełnie nowa, godna polecenia jakość.

    tytuł: DUŻE ZŁE WILKI
    tytuł oryginału: Big Bad Wolves / Mi mefahed mezeev hara
    reżyseria i scenariusz: Aharon Keshales, Navot Papushado
    muzyka: Haim Frank Ilfman
    zdjęcia: Giora Bejach
    montaż: Asaf Korman
    scenografia: Arad Sawat
    kostiumy: Michal Dor
    produkcja: Leon Edery, Moshe Edery, Tami Leon, Chilik Michaeli, Avraham Pirchi
    obsada: Lior Ashkenazi, Rotem Keinan, Tzahi Grad, Doval’e Glickman, Menashe Noy, Dvir Benedek, Kais Nashif, Nati Kluger, Ami Weinberg, Guy Adler, Arthur Perry, Gur Bentwich, Sarah Adler, Vered Fedelman, Ariel Kruszyn, Rivka Michaeli, Bar Minali
    rok produkcji: 2013
    kraj: Izrael
    czas: 110 min.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *