Recenzja w 7 zdaniach: Captain America: Zimowy Żołnierz
KOLEJNA ROZRYWKOWA PROPOZYCJA Z MARVEL STUDIO przynosi ekscytujące połączenie filmu superbohaterskiego i thrillera szpiegowskiego z zakrojoną na globalną skalę intrygą. Bohater z czasów II wojny światowej coraz lepiej odnajduje się w XXI wieku, dostrzegając jednocześnie zakłamanie na szczytach władz, wszechobecną inwigilację i poświęcenie wolności jednostki na ołtarzu narodowego bezpieczeństwa. Agencja S.H.I.E.L.D. staje przez niebezpieczeństwem, które od lat czaiło się tam, gdzie nikt by się go nie spodziewał, a teraz podnosi swój łeb, by dzięki ludobójstwu i zniszczeniom sięgnąć po władzę. Z genialnego komiksowego pierwowzoru Eda Brubakera, twórcy filmu zaczerpnęli jedynie ogólne wątki i atmosferę wszechogarniającego spisku, czyniąc z tytułowego antagonisty postać ciekawą i niejednoznaczną, która jednak swoje pełne rozwinięcie znajdzie dopiero w kolejnych filmach. Obsada aktorska stoi na bardzo dobrym poziomie, a występy postaci znanych z innych obrazów filmowego uniwersum Marvela, takich jak półkownik Nick Fury (Samuel L. Jackson) czy Black Widow (Scarlett Johansson), nie należą do rzadkości – ta dwójka gra filmie pierwsze skrzypce na równi z głównym bohaterem. Postacią z sukcesem debiutującą na ekranie jest Sam Wilson, znany jako Falcon (Anthony Mackie) – były wojskowy dysponujący technologią mechanicznych skrzydeł umożliwiającą lot i podniebne akrobacje. Wizualnie Captain America: Zimowy Żołnierz olśniewa poziomem efektów specjalnych, popisów kaskaderskich i scen pełnych spektakularnych akcji i wybuchów, które potęgowane przez technologie 3-D zapewniają pełne spektrum mocnych wrażeń.












